Sesja w Wiśniowej

Lubię robić zdjęcia. Jest w tym coś magicznego. Wiadomo: taki zatrzymany w czasie obraz to cenna pamiątka, którą można wywołać, oprawić, zapisać na dysku itd. Nie mówiąc o tym, że na niektóre po prostu przyjemnie popatrzeć. Mi największą przyjemność sprawia odgłos jaki wydaje spust migawki. 😉 I to uczucie, kiedy uda mi się uchwycić coś niezwykłego, nowego czy ulotnego (takie momenty satysfakcji niestety zdarzają się rzadko ale ja się NIE PODDAJĘ).

Zawsze zastanawiałam się jak to jest stać po drugiej stronie obiektywu aparatu. Owszem, robiono mi czasem zdjęcia – ale dwa, trzy, tak przy okazji. Myślałam – to nie może być ciężka praca, przecież stoi się tylko przed obiektywem i rusza czasem ręką, nogą, zastępuje Tajemniczy Uśmiech Nr 2, Zmysłowym Uśmiechiem Nr 3. No coż, nie mogłam się bardziej mylić. Trzeba być niesamowicie kreatywnym, a w przypadku sesji sportowych, kluczem jest też niezła wytrzymałość. Ta, w której uczestniczyłam po prostu wyssała wszyskie moje siły życiowe. Ale było warto – więcej takich wyzwań proszę 🙂

Korzystając z ostatnich, słonecznych dni, zgadaliśmy się z Robertem Kołodziejczykiem (któremu serdeczie dziękuję za cierpiwość do nowicjuszki i zimną krew przy drobnych wypadkach) i zaplanowaliśmy sesję zdjęciową w plenerze. Tematyka: Taijiquan 🙂

Efekty naszej pracy poniżej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *